The Hurt That Never Heals - Ciąża

The Hurt That Never Heals

„Zawsze możesz mieć kolejne dziecko”.

Mój mąż, Tim, słyszałem to dużo po śmierci naszej dwudniowej córki, Pearl. Uczucie to było życzliwe, ale w naszym żalu słowa wydawały się bezmyślne i złośliwe. Dla większości ludzi dwa dni były niczym - mało czasu, by się przywiązać. Ale dla nas dwa dni oznaczały wszystko. I te słowa zdawały się sugerować, że dziecko, którego tak długo oczekiwaliśmy, nasza drogocenna Perła - która żyła tak żywo w naszej wyobraźni od jej pierwszej gry w chowanego do jej pierwszej balu w szkole średniej - była równie wymienna jak złamana filiżanka do herbaty . Zrozumieliśmy oczywiście, że chcieli tylko jakoś pomóc nam uleczyć straszny ból i że inne dziecko wydawało się tylko lekarstwem na nasze puste, obolałe ramiona i złamane serca.

My też myśleliśmy, że inne dziecko może pomóc złagodzić nasz ból, i rozważaliśmy ponowne podjęcie próby. Przejście od szczęśliwego oczekiwania do bolesnej pustki sprawiło, że chciałbym ponownie cofnąć zegar do szczęśliwego oczekiwania. Ale kilka rzeczy nas powstrzymało: musiałem odzyskać siły po cięciu cesarskim i fizycznej ciąży. Częste, straszne, oszałamiające walki i samotne, wrogie milczenie między Timem a mną, gdy się smuciliśmy, nie zainspirowały kochania. Ale ostatecznie dowiedzieliśmy się, że kolejna ciąża nie wymaże naszego bólu. Kolejne dziecko nie mogło zastąpić naszej Perły. Czekaliśmy.

Podczas czekania było wiele do zrobienia. Musieliśmy odbudować nasze małżeństwo. Rozmawialiśmy, kłóciliśmy się, modliliśmy i milczeliśmy i rozmawialiśmy trochę więcej. Szukaliśmy zrozumienia innych par, które straciły dzieci. W tym samym czasie przywróciliśmy nasze ciała. Gotowaliśmy razem, nasze dłonie ocierały się o siebie, gdy kroiliśmy cebulę, płacząc do zlewu. Chodziliśmy razem, graliśmy w tenisa, jeździliśmy na rowerze zbudowanym dla dwóch osób. Walczyliśmy przez lekcje tańca towarzyskiego, w końcu ucząc się gubić siebie i śmiać się w swoich ramionach, gdy przechodziliśmy przez kroki. I krok po kroku odbudowaliśmy nasze marzenie o rodzinie. Bez Perły.

Nowe życie

„Czy to twoje pierwsze dziecko?”

Pytanie mnie zirytowało. I słyszeliśmy to często, gdy dwa lata po utracie Pearl w końcu zaszłam w ciążę z naszym synem, Bertem. Wyjąkałem się, gdy odpowiadałem, zmieniłem temat lub po prostu się uśmiechnąłem. Gdybym odpowiedział „tak”, czułam się jak zdrada. Nie, było po prostu zbyt skomplikowane. Wiedziałem, że ci, którzy pytali, chcieli tylko podzielić się tym szczególnym podnieceniem pierwszej ciąży. Ale nie czułam się podekscytowana. Byłam przerażona.

Było oczywiście tysiąc małych lęków, które towarzyszą każdej ciąży, ale teraz był ten nowy, skamieniały: czy to może się powtórzyć? I znów Tim i ja mogliśmy tylko czekać.

Z Pearl graliśmy z imionami, ciesząc się grą polegającą na znalezieniu idealnego dopasowania: Pearl? Hanna? Blanche? Kleopatra? Nawet gdy Bert żywił się energicznie, nie mówilibyśmy głośno żadnych nazwisk, obawiając się, że uczyni to nas zbyt przywiązanymi, sprawi, że będziemy go kochać za bardzo. Kopnął i uderzył w ultradźwięki, które mówiły nam, że jest chłopcem, ale nie odważyliśmy się wyobrazić, co nasz syn wniesie do naszego życia - gry Little League, spotkania Cub Scout - cała zabawa, głupie rzeczy, które idą w parze z oczekiwaniami chłopiec. Strach, że my również możemy go stracić, powstrzymał nas od myślenia o nim jako o prawdziwym.

Strach towarzyszył bólowi jego długiego porodu, dusząc nasz oddech w naszych gardłach przez bolesne chwile, zanim usłyszeliśmy jego pożądliwe krzyki. Nawet gdy trzymałem go w swoich ramionach, silnego i płaczącego i pełnego życia - tak odmiennego od Pearl - trzymałem go delikatnie, obawiając się, że radość może być mi odebrana ponownie.

Nie, Bert nie jest moim pierwszym dzieckiem. Ale nie przejmuję się tym pytaniem. To cudowne dziecko, mówię - co oczywiście jest niezaprzeczalne i skutecznie zmienia temat. On jest wspaniałym darem. Nie jest substytutem Pearl, który zawsze będzie trzymał w naszych sercach maleńkie, obolałe miejsce. Ale on jest teraz tutaj, trzymając mnie za rękę, gdy rośnie.