Niepokojące czekanie - Ciąża

Niepokojące czekanie

Laura Randolph 30, Kalifornia Wskazówki Laury dotyczące radzenia sobie z potencjalnie problematyczną ciążą: • Porozmawiaj z przyjaciółmi o swojej sytuacji - mogą mieć do czynienia z podobnym dylematem. • Jeśli masz do czynienia z wynikami testów AFP, skup się na statystykach, które pokazują dużą liczbę fałszywych trafień. • Staraj się, aby twoje emocje nie były najlepsze dla ciebie, ani nie pozwól, by zmartwienia wymknęły się spod kontroli.

Jedyną rzeczą, o której nikt mi nie powiedział, było to, jak bardzo nerwowa może być ciąża. Przyznaję, że jestem nadmiernie niepokojący, ale od dnia, w którym dowiedziałem się, że jestem w ciąży, obsesję na punkcie każdej potencjalnej szkody dla mojego dziecka. Więc kiedy doradca genetyczny zadzwonił, aby powiedzieć, że wyniki mojego ostatniego badania krwi wskazały, że moje dziecko może mieć zespół Downa, byłem sam.

Doradca genetyczny poinformował mnie, że wyniki mojego testu alfa-fetoproteinowego (AFP) wykazały prawdopodobieństwo 1 na 170 urodzenia dziecka z zespołem Downa. Podczas gdy spokojnie wyjaśnił, że w tym równaniu było 169 bardzo zdrowych dzieci, czułem się tak, jakby wszystkie moje irracjonalne obawy dotyczące zdrowia dziecka zostały właśnie potwierdzone.

Uświadomiwszy sobie każdy aspekt ciąży, przeczytałem, że nieco kontrowersyjny test AFP może dać bardzo przerażający wynik fałszywie dodatni. A spośród tych, którzy uzyskują wyniki fałszywie pozytywne, tylko bardzo mała liczba rzeczywiście ma dzieci z wadami wrodzonymi.

Mimo to czułam się tak, jakby moje ryzyko, jakkolwiek małe, było końcem mojego świata. Mój lekarz wyjaśnił, że następny krok (ultrasonografia drugiego poziomu) łapie tylko 50 procent dzieci z zespołem Downa. Jedynym pewnym sposobem, by to powiedzieć, była amniopunkcja, procedura, która sama w sobie niesie ze sobą 1 do 200 do 400 szans na poronienie. Jeśli amnio to jedyny sposób na to, by wiedzieć na pewno, to właśnie musiałem zrobić.

Moje zmartwienia nagle potroiły się - bałam się procedury amnio, przeraziłam się ryzykiem poronienia i śmiertelnie obawiałam się, co zrobię, jeśli wyniki potwierdzą wadę wrodzoną. Nie odetchnęłam słowami o tym, co przechodzę do nikogo spoza mojej rodziny. Po prostu nie mogłem się z tym pogodzić, a tym bardziej przyznać. Kiedy leżałem na stole lekarza z urządzeniem naciskającym na brzuch i moim mężem, Bobem, trzymając mnie za rękę, łzy spływały po mojej twarzy. Małe dziecko na ekranie wideo było niesamowite - bawiąc się rzepką, poruszając nogami, obracając się.

Następny był amnio. Chociaż nie mogę powiedzieć, że widziałem coś takiego (zdecydowałem się zasłonić oczy), było to szybsze niż się spodziewałem. Mój brzuch był wymazany środkiem dezynfekującym, ultradźwięki pokazały lekarzowi bezpieczne miejsce na moim brzuchu z dala od dziecka, a igła weszła do mojej macicy na mniej niż minutę, aby zebrać płyn potrzebny do badania. Czułem się jak wieczność i nie czułem się komfortowo w żaden sposób, ale napięcie emocjonalne było znacznie większe niż fizyczny dyskomfort.

Podczas gdy Bob i ja czekaliśmy na wyniki standardowo (i boleśnie długo) od 7 do 14 dni, dziecko stało się „ona”, mój brzuch gwałtownie się zrywał, więc w końcu wyglądałem na ciężarną iz ręką męża na brzuchu, po raz pierwszy poczuliśmy jej kopnięcie. Pomysł potencjalnego zrezygnowania z tego dziecka był druzgocący, szczególnie teraz, gdy miałem cztery miesiące.

Błogosławiono mnie, że nie muszę podejmować decyzji: dziewięć dni po amnio dostałem telefon, że nasze dziecko jest całkowicie zdrowe. Ledwo mogłem przestać płakać, by podziękować kobiecie, która właśnie dostarczyła dobrą wiadomość. Sydney Elle urodziła się 29 kwietnia 2005 r. O godz. 20:20. Słuchanie oddechu w Sydney i wpatrywanie się w jej oczy po jej przybyciu całkowicie wypłukało wszelkie troski. Jest absolutnym błogosławieństwem i sprawiła, że ​​moje przerażające doświadczenie przeszło w odległe wspomnienie.